Urodzony w USA – na nowo! - Widywałem Bossa wiele razy

Spis treści

 

The 1992-93 World Tour - East Rutherford, Brendan Byrne ArenaThe 1992-93 World Tour - East Rutherford, Brendan Byrne Arena

W kolejnych latach widywałem Bossa wiele razy. Pamiętam koncert w tym samym miejscu w New Jersey i ponownie był to maraton. Bruce Springsteen, ale już bez E-Street Band, powrócił na jedenaście (!) koncertów do Brendan Byrne Arena w sierpniu 1992 roku (ja widziałem go wtedy 4 sierpnia) – bijąc własny rekord. To było światowe tournée po jednoczesnym wydaniu dwóch albumów Human Touch i Lucky Town. Fani Bossa byli na niego rozżaleni – nie tylko zrezygnował ze swojej grupy, najlepszego zespołu przyjaciół w historii rocka, ale zaczął „gwiazdorzyć” i… przeniósł się z New Jersey do Kalifornii. Niewybaczalne! To już nie był ten Boss, którego w 1984 mogliśmy zanieść na ramionach do Białego Domu i obwołać prezydentem Stanów Zjednoczonych przez aklamację. Poza tym wydał dwie najgorsze płyty w dotychczasowej karierze.

Osobnym przeżyciem były dla mnie dwa solowe koncerty Bossa w Sali Kongresowej w Warszawie (czy ktoś jeszcze pamięta ten piękny obiekt?) w trasie promującej album The Ghost of Tom Joad w 1997 roku. A dlaczego dwa? Dlatego, że w piątek poszedłem na akredytację z Machiny, żeby napisać sprawozdanie. A solowy Boss tak mnie zachwycił, że od razu po koncercie kupiłem od konika bilet na sobotę i wróciłem z magnetofonem – nagrałem występ Bossa w Warszawie 10 maja 1997 roku.

Inny ważny dla mnie epizod z Bossem, to koncert, na którym nie on – wyjątkowo – był główną gwiazdą, a nasz nieco starszy idol. Był to wielki benefis z okazji 90-lecia Pete’a Seegera, na który specjalnie poleciałem z Warszawy do Nowego Jorku w 2009 roku. To czterogodzinne wydarzenie obywało się w Madison Square Garden, a wystąpiła na nim konstelacja gwiazd, oddających hołd nestorowi amerykańskiej sceny folkowej. Koncert zamykał, to jasne, Springsteen, który z towarzyszeniem Toma Morello, wykonał piosenkę „The Ghost of Tom Joad”, po czym wziął udział w zbiorowym, wspólnotowym odśpiewaniu „This Land Is Your Land”. I tyle.

Na koncercie w Berlinie w 2016 roku widziałem się z częścią polskiego fanklubu, więc nie będę już teraz wracać do tamtego wydarzenia, chociaż był to jeden z najlepszych koncertów Bruce’a Springsteena, jaki kiedykolwiek widziałem. Chyba nawet drugi po tym historycznym z 1984 roku – niepowtarzalnym, wyjątkowym. Koncertem, który był dopełnieniem mojej pierwszej amerykańskiej przygody. I po którym ja sam poczułem się BITUSA.

Odsłony: 1406