Urodzony w USA – na nowo!

Spis treści

Daniel Wyszogrodzki. Urodzony w USA – na nowo! Fot. Greg PoymanskiDaniel Wyszogrodzki. Urodzony w USA – na nowo! Fot. Greg Poymanski

W pewien styczniowy poniedziałek powiedziałem na antenie Radia 357, że byłem na koncercie Bossa w New Jersey w 1984 roku. Odezwał się do mnie Wojciech Markos Markiewicz – na tym forum przedstawiać go nie muszę – i zaproponował napisanie wspomnienia o tym koncercie.

Zgodziłem się chętnie – z dwóch powodów. Po pierwsze, był to dla mnie jeden z najważniejszych koncertów w życiu. Po drugie: cieszy mnie aktywność fanklubu Blood Brothers Poland, którą śledzę i której serdecznie kibicuję. A koszulkę BBP nosiłem z dumą 19 czerwca 2016 roku w Berlinie na niezapomnianym występie w ramach „The River Tour”, na którym Boss pozdrowił polskich fanów. Zanim jednak przejdę do rzeczy, muszę umieścić koncert z 1984 roku we właściwym kontekście: gdzie Boss, a gdzie ja.

W 1981 roku znalazłem się po raz pierwszy w życiu w Nowym Jorku. Był wrzesień, już na miejscu przeczytałem (w magazynie Rolling Stone), że spóźniłem się o tydzień na wielki koncert Simona & Garfunkela w Central Parku i myślałem, że się pochlastam. Bo wyjechałem do Stanów w poszukiwaniu muzyki, serio – mogę to dzisiaj potwierdzić. Byłem maniakiem (nieszkodliwym, ale zdeterminowanym), pasjonatem muzyki, marzyłem o chodzeniu po Nowym Jorku śladami Boba Dylana, o płytach i o koncertach. I nie traciłem ani chwili, choć musiałem się tego Nowego Jorku nauczyć, co zajęło mi trochę czasu (bez Internetu, komórki i GPS, jakkolwiek trudno to sobie wyobrazić). Znalazłem Carnegie Hall i Broadway, kluby na Greenwich Village i Madison Square Garden, jednak o Springsteenie nie słyszałem. Podkreślam: interesowałem się muzyką, miałem niezłą (jak na PRL) kolekcję płyt, czytywałem po angielsku, co tylko wpadało nam w ręce (niewiele), ale nie wiedziałem, kim jest ów „Boss”.

Na szczęście chłonąłem Amerykę wszystkimi zmysłami, uczyłem się Ameryki codziennie – całej fascynującej popkultury, długo by opowiadać ile mieliśmy wtedy do nadrobienia. A okazało się, że na poznawanie Ameryki mam nagle mnóstwo czasu: wiadomy generał 13 grudnia pozbawił mnie możliwości powrotu do domu na gwiazdkę, a fakt ten zaważył na całym moim dalszym życiu. Ale chyba pozytywnie, bo w ramach tej wymuszonej „dziekanki” (byłem wówczas studentem UW) pomieszkałem sobie w Nowym Jorku aż do odwołania wojny w Polsce, a nawet nieco dłużej (wróciłem w końcu do kraju we wrześniu 1984).

Odsłony: 819